Choć to dopiero dziś jego święto, już wczoraj z tej okazji zabrałam
go na obiad/kolacje, do pobliskiej knajpki. Ja delikatnie, bo mój żołądek
jeszcze nie działa jak należy, więc wzięłam rybę oraz zupę, (która choć pyszna okazała
się bledem, bo dla mnie trochę za ostra). Dex po krewetkach z chilli, miał ochotę
na żeberka. Przynieśli mu CAŁY jeden bok tych żeberek. Był wniebowzięty.
Cieszył się jak dziecko, że dostał taką górę mięcha i już ledwo ledwo dawał
radę, ale zjadł wszystko, bo tak mu smakowało.
Wracaliśmy spacerkiem najedzeni i szczęśliwi. Dex powtarzał,
jaką jestem cudowną narzeczoną, a ja na to:
- To mam już na ciebie sposób. Jak będziesz chciał się ze mną
kiedyś rozwieść, zabiorę cię na żeberka. Od razu wróci ci miłość do mnie ;)
a już nigdy nie wpierdolę żeberek.
OdpowiedzUsuńsens życia mnie opuścił.
ale najlepszego dla Dexa.
Whyyyy?
OdpowiedzUsuńZa zyczenia dziekuje, przekaze.
bo mój układ trawienny może stwierdzić, że chyba mnie pojebało i on nie będzie się urabiać po łokcie.
OdpowiedzUsuńszczegóły to mogę ci napisać w mailu.
Napisz
OdpowiedzUsuń