wtorek, 24 czerwca 2014

Bike

Chyba wreszcie znalazłam sposób na ten cholerny rower stacjonarny. Jak dobrze pójdzie to nie będzie tylko zbierał kurz w salonie, a zamiast tego, będzie kolekcjonował mój pot i łzy ;)
Wczoraj odbyłam kolejną próbę jazdy. Zwykle bardzo szybko się zniechęcam, bo rozproszona uwaga, pot i zmęczenie. Tym razem włączyłam sobie muzykę z mojej kolekcji i… o dziwo! Wytrzymałam pół godziny śpiewając, wymachując rękami i „tańcząc”. Jeździłabym dłużej, ale Dex wrócił z pracy i wypadłam z rytmu, trzeba było trochę ściszyć muzę, bo nie słyszeliśmy się nawzajem.
Sposób na dziś? Zrobiłam sobie playliste na youtube i dziś jak Dex wyjdzie do pracy to włączę bardzo głośno i wlezę na to ustrojstwo. Bo to właśnie mój sposób: bardzo głośna muzyka i nikogo w domu, żebym mogła się wygłupiać do woli.

Lista to mieszanka wybuchowa. Jest na niej stary dobry rock, disko z lat 80-90, a także bardziej współcześnie, jak Black Eye Peas. Jakieś propozycje? Musi być szybko, skocznie i wesoło, żebym nie traciła dobrego humoru, albowiem to się równa szybkiemu zejściu roweru. 

2 komentarze:

  1. Może załóż sobie Spotify? Tam są ułożone playlisty wg nastroju, gatunku, na fitness, na imprezę itp

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedys uzywalam i mi sie nie spodobalo. Moze spróbuje znow. A teledyski tez sa, czy tylko audio?

    OdpowiedzUsuń