Chyba wreszcie znalazłam sposób na ten cholerny rower
stacjonarny. Jak dobrze pójdzie to nie będzie tylko zbierał kurz w salonie, a
zamiast tego, będzie kolekcjonował mój pot i łzy ;)
Wczoraj odbyłam kolejną próbę jazdy. Zwykle bardzo szybko się
zniechęcam, bo rozproszona uwaga, pot i zmęczenie. Tym razem włączyłam sobie muzykę
z mojej kolekcji i… o dziwo! Wytrzymałam pół godziny śpiewając, wymachując rękami
i „tańcząc”. Jeździłabym dłużej, ale Dex wrócił z pracy i wypadłam z rytmu,
trzeba było trochę ściszyć muzę, bo nie słyszeliśmy się nawzajem.
Sposób na dziś? Zrobiłam sobie playliste na youtube i dziś jak
Dex wyjdzie do pracy to włączę bardzo głośno i wlezę na to ustrojstwo. Bo to właśnie
mój sposób: bardzo głośna muzyka i nikogo w domu, żebym mogła się wygłupiać do
woli.
Lista to mieszanka wybuchowa. Jest na niej stary dobry rock,
disko z lat 80-90, a także bardziej współcześnie, jak Black Eye Peas. Jakieś
propozycje? Musi być szybko, skocznie i wesoło, żebym nie traciła dobrego
humoru, albowiem to się równa szybkiemu zejściu roweru.
Może załóż sobie Spotify? Tam są ułożone playlisty wg nastroju, gatunku, na fitness, na imprezę itp
OdpowiedzUsuńKiedys uzywalam i mi sie nie spodobalo. Moze spróbuje znow. A teledyski tez sa, czy tylko audio?
OdpowiedzUsuń