środa, 11 czerwca 2014

My heads’s away…

Poszłam dziś do pracy. W odwiedziny. Oddać zwolnienie i zobaczyć się z moimi dziewczynami. Kiedy na nie czekałam, poszłam zamówić sobie coś do żarcia w kantynie. Potem poszłam nalać sobie kawy, usiadłam, zabrałam się za konsumpcje. Przyszły dziewczyny, pogadaliśmy. Pożegnałyśmy się. Wyszłam.

100 metrów za budynkiem zdałam sobie sprawę z tego, że nie zapłaciłam za swój lunch.

Boszsz, jaki wstyd. Wróciłam się i przeprosiłam babkę, że wyszłam bez płacenia, ale tylko się uśmiechnęła, nie obeszło ja to. 

1 komentarz:

  1. bo nie płaci za stracony posiłek ze swojej kieszeni. to jej nie obeszło.

    OdpowiedzUsuń