Tęsknię za Colinem. Czytam tą Siesicką, a ona przenosi mnie
w czasie. Wracam we wspomnieniach do szkoły podstawowej i średniej, przypominam
sobie, co się wtedy działo. A przecież Colin towarzyszył mi przez całe życie,
nawet jeśli nie było go przy wszystkich tych wydarzeniach, to wkrótce nadrabiał
zaległości, bo opowiadałam mu na kawie u niego, albo na piwie w Kojocie. A teraz
zniknął tak nagle. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że go nie ma. Wciąż, kiedy jadę
do Gdańska, łapię się na tym, że planuję wypad z nim do Stacji de Lux, a nie
odwiedziny na Srebrzysku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz