wtorek, 10 czerwca 2014

Gorzko...

Tęsknię za Colinem. Czytam tą Siesicką, a ona przenosi mnie w czasie. Wracam we wspomnieniach do szkoły podstawowej i średniej, przypominam sobie, co się wtedy działo. A przecież Colin towarzyszył mi przez całe życie, nawet jeśli nie było go przy wszystkich tych wydarzeniach, to wkrótce nadrabiał zaległości, bo opowiadałam mu na kawie u niego, albo na piwie w Kojocie. A teraz zniknął tak nagle. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że go nie ma. Wciąż, kiedy jadę do Gdańska, łapię się na tym, że planuję wypad z nim do Stacji de Lux, a nie odwiedziny na Srebrzysku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz