sobota, 14 czerwca 2014

Biała sukienka

Zeszłej nocy znów miałam dziwne, niepokojące sny i przewracałam się w mym łożu boleści ;)
Byłam w domu rodziców i miałam wyjść za mąż. Chyba za Dexa, choć nie jestem pewna, bo pana młodego nie widziałam w tym śnie. Problem w tym, że miałam chyba z 5, czy więcej sukienek i żadna mi się nie podobała. Wściekła, wyrzuciłam kilka z nich do worka na śmieci. Kiedy złość mi przeszła, okazało się, że tata już wyniósł śmieci. Pomijając to, że dwie suknie, które zostały na wieszakach były ohydne i nie mogłabym brać w nich ślubu, to i tak musiałam odzyskać te pozostałe, ładniejsze, bo dostałam je z wypożyczalni i musiałabym oddać ogromną sumę za ich „zgubienie”.
Połykając łzy upokorzenia poszłam na rozbebeszony śmietnik komunalny, szukać zguby. Tata poszedł ze mną. Niby zadanie ułatwione, bo używamy niebieskich worków, więc widać je na stercie tego gówna, ale i tak… Do poszukiwań dołączył pan Bezdomny, zazdrosny, że świśniemy mu sprzed nosa najlepsze „kąski”. Zapewniłam go, że nic mu nie zabierzemy i na dowód podałam kołdrę i prześcieradło, które właśnie znalazłam. Wreszcie, po bezowocnych poszukiwaniach, poprosiłam pana Bezdomnego, jeśli znajdzie, to żeby przyniósł suknie do nas, tuż obok, a sama z ojcem poszłam do domu, bo już nie mogłam wytrzymać w tym smrodzie.

Nie wiem skąd mi się wziął cały ten ślub, bo nawet ostatnio nie rozmawialiśmy z Dexem na ten temat i raczej na razie nie dojdzie on do skutków z różnych przyczyn. Nie mam też ciśnienia na ślub, bo mi się naprawdę nie chce organizować całego tego bałaganu. Nazwijcie mnie leniem, no proszę. Po prostu na odległość wszystko wydaje mi się takie skomplikowane, a u mnie ostatnio wybitnie nie halo z logistyką. Nie wiem też, skąd w mojej podświadomości wzięła się suknia ślubna, bo ja przecież już dawno mówiłam, że nie chcę żadnych księżniczkach pierdół, tylko skromną, delikatną sukienkę, najchętniej krótką (nie za bardzo) i w stylu lat dwudziestych. Więc nie rozumiem, o co cały ten ambaras we śnie.
Najgorsze jednak było to poniżenie na śmietniku. Niby twardo w te śmieci wlazłam, ale oczami z tylu głowy widziałam jak dzieciaki wracają ze szkoły. Mojej szkoły! Nieważne, że już nikogo tam nie znałam. Sam fakt szukania czegoś w śmietniku i to na oczach innych, był dla mnie porażający i godzący w moje poczucie godności.
To już drugi sen w temacie wstydu. Poprzedni to ten, w którym byłam Theonem Greyjoyem

2 komentarze: