Zeszłej nocy znów miałam dziwne, niepokojące sny i przewracałam
się w mym łożu boleści ;)
Byłam w domu rodziców i miałam wyjść za mąż. Chyba za Dexa, choć
nie jestem pewna, bo pana młodego nie widziałam w tym śnie. Problem w tym, że miałam
chyba z 5, czy więcej sukienek i żadna mi się nie podobała. Wściekła, wyrzuciłam
kilka z nich do worka na śmieci. Kiedy złość mi przeszła, okazało się, że tata już
wyniósł śmieci. Pomijając to, że dwie suknie, które zostały na wieszakach były ohydne
i nie mogłabym brać w nich ślubu, to i tak musiałam odzyskać te pozostałe, ładniejsze,
bo dostałam je z wypożyczalni i musiałabym oddać ogromną sumę za ich „zgubienie”.
Połykając łzy upokorzenia poszłam na rozbebeszony śmietnik
komunalny, szukać zguby. Tata poszedł ze mną. Niby zadanie ułatwione, bo używamy
niebieskich worków, więc widać je na stercie tego gówna, ale i tak… Do poszukiwań
dołączył pan Bezdomny, zazdrosny, że świśniemy mu sprzed nosa najlepsze „kąski”.
Zapewniłam go, że nic mu nie zabierzemy i na dowód podałam kołdrę i prześcieradło,
które właśnie znalazłam. Wreszcie, po bezowocnych poszukiwaniach, poprosiłam pana
Bezdomnego, jeśli znajdzie, to żeby przyniósł suknie do nas, tuż obok, a sama z
ojcem poszłam do domu, bo już nie mogłam wytrzymać w tym smrodzie.
Nie wiem skąd mi się wziął cały ten ślub, bo nawet ostatnio
nie rozmawialiśmy z Dexem na ten temat i raczej na razie nie dojdzie on do skutków
z różnych przyczyn. Nie mam też ciśnienia na ślub, bo mi się naprawdę nie chce organizować
całego tego bałaganu. Nazwijcie mnie leniem, no proszę. Po prostu na odległość
wszystko wydaje mi się takie skomplikowane, a u mnie ostatnio wybitnie nie halo
z logistyką. Nie wiem też, skąd w mojej podświadomości wzięła się suknia ślubna,
bo ja przecież już dawno mówiłam, że nie chcę żadnych księżniczkach pierdół,
tylko skromną, delikatną sukienkę, najchętniej krótką (nie za bardzo) i w stylu
lat dwudziestych. Więc nie rozumiem, o co cały ten ambaras we śnie.
Najgorsze jednak było to poniżenie na śmietniku. Niby twardo
w te śmieci wlazłam, ale oczami z tylu głowy widziałam jak dzieciaki wracają ze
szkoły. Mojej szkoły! Nieważne, że już nikogo tam nie znałam. Sam fakt szukania
czegoś w śmietniku i to na oczach innych, był dla mnie porażający i godzący w
moje poczucie godności.
To już drugi sen w temacie wstydu. Poprzedni to ten, w
którym byłam Theonem Greyjoyem
Tez mi się ostatnio snila zagubiona suknia ślubna!
OdpowiedzUsuńAle u ciebie to chociaz logiczne ;-)
OdpowiedzUsuń