W coraz ciemniejszych kolorach widzę ta Bulgarie. Dex wrócił
wczoraj z pracy w podłym nastroju. Było okej, puki miał urlop. I puki wiadomo było,
że po powrocie będzie miał zagwarantowane zatrudnienie (czyli nie zostajemy na
lodzie). Teraz się waha, bo praca okropnie go żre, a tu widnieje perspektywa męczenia
się w niej jeszcze 3 miesiące w Bułgarii, przy zużywaniu kasy, bo ja nie będę pracować
przecież. Moment powrotu do Belfastu to właściwie bezrobocie dla nas oboje. No
dobra, ja będę miała agencje, ale bez gwarantowanych godzin, wiec nie może być brane
pod uwagę za pewnik. Chyba jednak za dużo ryzykujemy. Dex mocno się waha na
nie. Decyzja będzie należeć glownie do niego, bo to przecież to ON ma się męczyć
w pracy w najgorętszym dla firmy momencie, jak również ON ma na nas zarabiać. Cokolwiek
zadecyduje, wspieram go i podrzucam obiektywne „za” i „przeciw”. To nie będzie łatwa decyzja.
A mi strasznie szkoda tej przygody, bo coś mi się wydaje, że
się rozejdzie po kościach…
Trzeba było nie wrzucać taga, żeby nie zapeszyć ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz