wtorek, 24 czerwca 2014

And it was no dream

I jak ja mam rozpoznawać, co się wydarzyło naprawdę, a co mi się śniło? To nie jest zły pomysł, żeby zapisywać sny na blogu, ale przecież nie zapiszę wszystkiego. A poza tym, niektóre fragmenty są tak epizodyczne, że nie warte świeczki. Na przykład dziś.
Gdzieś tam, w odmętach sennych marzeń na zupełnie inny temat, dostałam emaila od K. Rzadko z nim piszę, tyle, co od czasu do czasu, jakiś „apdejt”, co słychać. Pamiętałam jeszcze rano, jak pojawiła mi się ikonka koperty na tablecie, czy telefonie, przeczytałam list, ale kiedy wstałam, już nie zgłębiałam się w jego treść. Po prostu wiedziałam, że dostałam odpowiedz na mejla. Jest okej.

Kilka godzin później.
Tak jak wyśniłam: ikonka koperty na telefonie: dostałam emaila od K. Tytuł ten sam, bo z odpowiedzi na mój list. Początek mniej więcej podobny jak we śnie: „Przepraszam, że tak długo…”
No ej! Co jest!?

Ja się czasem naprawdę gubię i nie rozpoznaję, co sen, a co rzeczywistość.

1 komentarz:

  1. Mnie się też śnią bardzo prawdopodobne sytuacje i nieraz aż mi głupio spytać 'czy myśmy naprawdę o tym rozmawiali / to robili czy tylko mi się śniło?' ;)

    OdpowiedzUsuń