Lubię te
weekendowe poranki, kiedy wszyscy jeszcze odsypiają po imprezach, albo nadrabiają
braki snu, który ukradła im w tygodniu praca. Jest przed 8-ą, wstaję tak codziennie,
już się przyzwyczaiłam i nie przeszkadza mi to.
Za oknem
cisza. Dexter też lubi długo pospać, więc ja, starając się nie hałasować, snuje
się po domu z książką i kawą, tudzież uczę się hiszpańskiego. Jeszcze zanim się
obudzi, pójdę do sklepu, a potem wznowie sprzątanie, kiedy już będzie jego czas
wstawania, bez obaw, że się nie wyśpi po nocy doskonalenia drukarki.
Ranek to
taki mój czas, kiedy nikt mi nie przeszkadza i mogę zająć się tylko sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz