piątek, 23 maja 2014

Colin wrócił

I to w pełnej krasie :)  Śniło mi się, że wcale nie umarł, ze owszem, był bardzo chory i właściwie to przeżył śmierć kliniczną i był w śpiączce. Ale ponieważ jego śmierć i pogrzeb wywołały tyle zamieszania i smutku, że kiedy wyzdrowiał nie chciał pogarszać sprawy i nikomu prawie nie powiedział, że żyje. Tym bardziej, że był skłócony z rodzicami i chciał „zniknąć”, a im mniej osób wiedziało o jego faktycznym stanie, tym lepiej.
Byłam w szoku, ale tak strasznie się cieszyłam, że żyje, że wybaczyłam mu to nieporozumienie. Co chwilę go ściskałam i wierzcie mi, to był prawdziwy Colin. Pachniał jak on, obejmował mnie „na misia”, jak tylko on potrafił, śmiał się jak on, mówił dokładnie jak mój kochany Colin. No i szydera z niego była taka sama, a po tym łatwo poznać.

Ten sen był tak realny, że jak się obudziłam, zastanawiam się, czy to na pewno był sen. A może właśnie odwrotnie? Może jego pogrzeb mi się tylko śnił, to się nie wydarzyło naprawdę? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz