Na szkolenie czekałam godzinę. Bo myślałam, że
zaczyna się o 9-ej, a nie 9.30 (a sama przecież wpisałam w kalendarzu, że na wpół do dziesiątej),
a poza tym ja zawsze jestem „na zapas”. W sumie nic strasznego. Przez godzinę siedziałam
w recepcji i czytałam książkę na telefonie.
Już w czasie zajęć, z przerażeniem stwierdziłam,
że na palcu brak pierścionka zaręczynowego. Co się z nim stało!? Przecież pamiętam,
że wyciągnęłam go rano z pudelka, wraz z kolczykami! Aha, jest na serdecznym
palcu, ale prawej ręki. Która zresztą spuchła, więc z trudem go zdjęłam, by przełożyć
na lewą.
A właściwie to, na której ręce się nosi?
Głowa napieprza :( Musiałam robić CPR na trzech manekinach (niemowlę, dziecko do 12 lat i dorosły).
Po polsku na prawej, po irlandzku na lewej.
OdpowiedzUsuńPrzez chwile myslalam, ze ty serio :-D
UsuńPo prawej pod obrączką, ale ja bym wolała na lewej, żeby nie obciążać sobie jednego palca.
OdpowiedzUsuńAz taki wielki kamien w pierscionku planujesz? ;)
OdpowiedzUsuń