Miałam dziś iść do pracy z agencji. Zadzwonili o 5.45, więc miałam
czas, żeby się przygotować. Wiedziałam, że ma być gdzieś blisko mnie. Ale co
znaczy blisko? Kiedy już byłam gotowa, przebrana, a do wyjścia zostało mi 40
minut, zadzwoniłam do nich, bo jeszcze mi nie wysłali adresu.
Dostaje adres. Kuźwa! Na jakimś zadupiu, co to już nie jest
BFS. I jak ja mam się tam dostać, jak dziś jest bank holiday? W normalny dzień podróż
zajmuje ponad godzinę, a dziś nie ma autobusów. Taksówki nie wezmę, bo pewnie
jeszcze zażyczy sobie więcej za bank holiday, a zmiana na 6 godzin, to jaki w
tym interes?
No i problem, bo musiałam odwołać. Tych szift w Belfaście i
tak jest mało, a teraz mogą niechętnie do mnie dzwonić z ofertami. Ale kurde, skąd
miałam wiedzieć, ze jakiś dom opieki na zadupiu będzie się nazywał tak samo jak
dzielnica i ulica niedaleko mnie? (Oni tu maja powalone z tymi ulicami.Bywa,
że podobne nazwy są po przeciwnych stronach miasta.)
A
recepcjonistka powinna mi od razu smsa wysłać z adresem, żeby potwierdzić, bo
kto przed 6 rano myśli logicznie, kiedy wyrwie się go ze snu i podaje tylko szczątkowe
informacje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz