poniedziałek, 14 lipca 2014

Agencja

Miałam dziś iść do pracy z agencji. Zadzwonili o 5.45, więc miałam czas, żeby się przygotować. Wiedziałam, że ma być gdzieś blisko mnie. Ale co znaczy blisko? Kiedy już byłam gotowa, przebrana, a do wyjścia zostało mi 40 minut, zadzwoniłam do nich, bo jeszcze mi nie wysłali adresu.
Dostaje adres. Kuźwa! Na jakimś zadupiu, co to już nie jest BFS. I jak ja mam się tam dostać, jak dziś jest bank holiday? W normalny dzień podróż zajmuje ponad godzinę, a dziś nie ma autobusów. Taksówki nie wezmę, bo pewnie jeszcze zażyczy sobie więcej za bank holiday, a zmiana na 6 godzin, to jaki w tym interes? 

No i problem, bo musiałam odwołać. Tych szift w Belfaście i tak jest mało, a teraz mogą niechętnie do mnie dzwonić z ofertami. Ale kurde, skąd miałam wiedzieć, ze jakiś dom opieki na zadupiu będzie się nazywał tak samo jak dzielnica i ulica niedaleko mnie? (Oni tu maja powalone z tymi ulicami.Bywa, że podobne nazwy są po przeciwnych stronach miasta.)
 A recepcjonistka powinna mi od razu smsa wysłać z adresem, żeby potwierdzić, bo kto przed 6 rano myśli logicznie, kiedy wyrwie się go ze snu i podaje tylko szczątkowe informacje? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz