Śniło mi się, że byłam w pierwszym trymestrze ciąży. O
dziwo, nie z Dexem, jego w ogóle nie było w tym śnie. Ojcem był jeden z dwóch chłoptasi
(nie byłam pewna który, a nawet nie pamiętam seksu z nimi – to nie fair!). Chłoptasie
trochę mi przypominali Grzesia i Kruczka z liceum. Oboje w międzyczasie (tj. od
momentu prawdomównego zapłodnienia) zaczęli chodzić z innymi dziewczynami. I
kiedy ja, na wizytę u ginekologa, przyszłam z wierną Sigrid, tak oni
przyprowadzili też swoje dziewoje. Dziewoje, mimo, że dominujące w związkach, (jak
widać po tym, że zdołały wkręcić się w imprezę u gina), okazały się całkiem
sympatyczne i nawet się polubiliśmy.
Ginekolog był bardzo przystojny i… bardzo drogi. Sigrid, jak
wierna przyjaciółka, choć przecież nie sprawca ciąży, zapłaciła 1/4 ceny, co wynosiło
375 nie pamiętam czego, czy złotych, czy funtów, a może jeszcze czegoś innego. Pozostałe
trzy części zapłacili chłopcy i ja.
Lekarz przeprowadził na mnie jakiś zabieg, który trwał
bardzo długo (chyba ze trzy godziny, nie wiem, co ona tam robił, ale było to ważne dla zdrowia dziecka), aż na koniec, kiedy już tylko rozmawialiśmy
o sprawie (i o tym, że ja zapłacę swoja część w poniedziałek), zadzwoniła jego
zona, żeby go popędzić. Ech, nie miałam to ja szczęścia do facetów w tym śnie.
Za to przyjaciółkę mam na medal :D
:-D
OdpowiedzUsuń