Śnili mi się Sigrid i Paolo. Byliśmy na jakiejś imprezie w
Sopocie – najzwyklejsza popijawa w knajpie. Sigrid mieszkała w centrum; tuz
obok jej kamienicy postawili namiot-dyskotekę. Odprowadziliśmy ją do domu, ponarzekaliśmy,
ze ma tak głośno przez ten namiot i jak ona będzie spać, a potem Paolo „odwiózł”
mnie kolejką do domu rodziców. (jak zawsze dżentelmen;))
Taki zwyczajny sen. Taki normalny, realny. Chyba brakuje mi
tej zwyczajności mieszkania w 3city, kiedy jeszcze Paolo tam mieszkał, a Sigrid
miałam na wyciagnięcie ręki. Teraz we trojkę spotykamy się rzadko. Z Sigrid, to
właściwie widzę się przy każdej wizycie w domu, czyli raz na dwa miesiące co najmniej.
Za to Paolo wyprowadził się prawie na drugi koniec kraju, wiec już nie jest tak
łatwo. Pozostają mejle, telefony, skype…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz