piątek, 19 czerwca 2015

Sen o szkole

Byłam na lekcjach w liceum, w ławce z Ania Karnat. Polski prowadzony był przez panią Joannę Wieczorek - naszą wychowawczyni i geografica. Ja totalnie nie nadążałam, próbowałam przepisywać lekcje od Ani, ale ona też musiała się zająć swoimi notatkami, nie mogła mi ciągle pomagać.
W pewnym momencie podeszła do mnie pani Wieczorek i powiedziała przy wszystkich, że ja się tak opuściłam z polaka, ze chyba nie przejdę do następnej klasy. Że mam straszne zaległości, a ona widzi, że ja wcale nie jestem taka chora, jak się wszystkim wydaje, bo na fejsbuku to ciągle coś się u mnie dzieje, a zdrowi ludzie nie są tacy weseli, (bo chyba nie rozumiała, że fejsbuk to przykrywka, żeby nie umrzeć z żalu i bólu, ale pani Wieczorek wielu rzeczy nie rozumiała, alebo nie chciała widzieć).
Było mi bardzo głupio, przepraszałam, że nie nadążam, że to przez chorobę, która wysysa ze mnie siły, że nie mam energii i wielu rzeczy nie rozumiem. Przecież zawsze byłam taka dobra z polaka.
Powiedziała, że da mi jeszcze szansę. I ja tak bardzo chciałam nadrobić, ale wiedziałam, że ma małe szanse...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz