czwartek, 7 maja 2015

Złośliość

Nad ranem musiałam do toalety, więc kiedy już normalnie wstałam, poranny test ciążowy przypominał wyciskanie przeschniętej cytryny. Kiedy wreszcie uporałam się z tym problemem, przeczekałam te 5-10 minut (to specjalny test z kliniki, dlatego tak długo), a było to chyba najdłuższe 5 minut w życiu, okazało się, że test jest trefny. Curva! Nic nie wykazał! Ani kawałka kreski!

Muszę zadzwonić do kliniki, dopiero za chwile otwierają. Ale jak każą mi zapieprzać na drugi koniec miasta tylko po ten głupi test, to się wścieknę. Nie można było dać od razu dwóch, skoro nawet w instrukcji jest przewidziane, że test może być wadliwy? Mogę skoczyć do apteki po taki zwykły ciążowy sikacz, ale nie wiem, co oni na to.
Tym bardziej, że przecież wiem, że i tak wyjdzie negatywny. To tylko maleńka iskierka nadziei zabrania mi nadal pic kawę i oszczędzać się, ale realia niestety są przygnębiające.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz