Wsiadłabym do PKS-a i pojechała do Kościerzyny. Przejść się po ryneczku, zjeść frytki z surówką w barze mlecznym, pójść na lody. Potem rowerem (nawet takim rozklekotanym Wigry 3 mojej siostry) do Wdzydz, pomoczyć giry koło Niedźwiadka. I oczywiście trzeba wejść do Ireny po bułkę, czy banana. Może Gosia będzie akurat w sklepie...
W drodze powrotnej zajechałabym na cmentarz do chłopaków. Ciekawe, czy wieś dba o ich groby... Na pewno, przecież ich uwielbiali. Z Kościerzyny mogę wracać Kaszubem. Pociąg taki. Bo co ja znowu będę tym PKS-em się tłuc. Z burakami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz