Rozmawiałam z Colinem! Oczyiwście tylko we śnie, ale zawsze... Był jak zwykle zblazowany, lekko zniechęcony światem, ale nadal dowcipkował.
Potem łaziłam z jakimiś ciężkimi torbami po jarmarku we Wrzeszczu, Colina nie było na stanowisku (pracował w piekarni-cukierni), więc poszłam do chłopaków ze stoiska muzycznego poprosić ich, żeby popilowali mi toreb przez godzinę, czy dwie, do odjazdu mojego pociągu. I to byli Mozi i Macias, którzy rapowali ze swojego stanowiska, w ramach nowego eksperymentu muzycznego :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz