czwartek, 8 października 2015

Z pracy (3) - Zabawy na trawie

Dzieciaki bawiły się dziś w dinozaury. Piszczały, ryczały, skakały na siebie nawzajem i pożerały. R. był nieziemski. Przysięgam, że ze swoim kościstym ciałem skulonym nad maciupkimi rączkami (zwinięte na piersi), wyłupiastymi oczkami i odgłosami, jak z prawdziwej prehistorycznej dżungli nie odbiegał wiele od prawdziwego Tyranozaurusa Rex. Tylko ogona było brak ;)


***

Inna grupka, której pilnowałam grała w ringo-football. A to dlatego, że byli niegrzeczni w zeszłym tygodniu i menadżerka za karę odebrała im piłkę nożną. Na tydzień. Dla takich dzieciaków to tragedia, ale jakoś sobie radzą. Za pomocą różowego kółka ringo, czy jak to się tam zwie.
Rany, jak oni oszukują! Wszyscy czterej, albo ściemniali faule (ci pokrzywdzeni), albo faktycznie faulowali, kłamali, że ringo wcale nie trafiło w bramkę, kiedy ewidentnie trafiło. Jak trafiło to niby nieprzepisowo. Zmieniali zasady w trakcie gry, wyrywali sobie we czwórkę ringo jak wariaci. 
Szczerze mówiąc miałam ubaw. Ingerowałam tylko ktoś kogoś faulował, albo oskarżał o faulowanie, to wtedy sędziowałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz