Usłyszałam dziś od Rossa, że w piątek, jak miałam wolne, uzgodniono, że to ja jestem klejem, który łączy nasz grupowy czat w pracy. Jak mnie nie ma, czat umiera, jak jestem i nawet kiedy nie udzielam sie w rozmowie, czat odżywa. Z jednej strony: klej jest klejacy, glutowaty i śmierdzi. Z drugiej... jest też potrzebny :) Może trochę niefortunna metafora, ale i tak miło :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz