Moja praca jest dość specyficzna, ale lubię ją. Po raz pierwszy od dłuższego czasu naprawdę lubię swoją robotę. Pracuję w administracji i recepcji w przychodni i jednym z zadań jest odbieranie telefonów. Bywa, że zdarzają się te trudniejsze, jak np. w zeszłym tygodniu, kiedy spanikowana starsza pani zadzwoniła, żeby poprosić o wizytę lekarza w domu, bo mąż bardzo źle się czuje. Wnosząc z objawów, uznałam, że najlepiej będzie wysłać pacjenta do szpitala, bo doktor nie będzie się mógł u nich pojawić przez przynajmniej dwie godziny i to też przekazałam pani. Uspokoiłam ją jakoś słownie i kazałam zadzwonić na 999, bo biedna stwierdziła, że ona nawet numeru nie zna.
Zastanawiałam się potem, co się dzieje, ale trochę głupio mi było dzwonić, zapytać, bo to jakoś tak… włażenie z butami… Nie musiałam jednak długo czekać, bo pani dziś sama zadzwoniła, żeby odwołać wizytę męża u pielęgniarki, bo… on nadal jest w szpitalu. Od razu zaskoczyłam, o kogo chodzi, więc dopytałam, jak się mąż czuje.
- A to z Tobą rozmawiałam! - zorientowała się - Ty jesteś moim aniołem! Miałam jutro iść do przychodni i cię szukać, żeby ci podziękować, bo nie wiem, co by było, gdybyś nas wtedy nie wysłała do szpitala.
Wzruszyłam się. Pacjent ma się coraz lepiej, a ja po tej rozmowie mam większą wiarę w to co robię, mimo, że przecież dopiero się tego wszystkiego uczę.
A przy okazji. Jeśli myślicie, że panie na recepcji to tylko bukują wizyty u lekarzy, to bardzo się mylicie. Ogrom pracy przerasta. Ale ja tam lubię te papierki ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz