Pierwszy tydzień pracy za mną. Było ciężko, ale też ciekawie. Bardzo mi się podoba i czuję się tam już niemal jak u siebie. Po pierwszych dwóch dniach wychodziłam z inicjatywą, a wczoraj poszłam sama odebrać dwójkę dzieci nie wiedząc nawet, jak ich w tym tłumie bachorków rozpoznam :D
Nie uciekam od roboty, staram się podejść odważnie i robić wszystko. Zadaję tysiące pytań, a i tak dziewczyny już podobno zrobiły mi niezłą opinię. Bo szefowa je pytała, jak sobie radzę.
Myślę nawet, że tam nawet może być moja przyszłość, bo zdaje się, że przy dobrych wiatrach, za parę lat mogłabym awansować na head unit, menagerkę, albo koordynatorkę. Ale jeszcze dużo pracy przede mną - potrzebuję porządnego doświadczenia. Nie mogę zapomnieć, że nie mam jeszcze nawet całego roku stażu z dziećmi, bo dla SH pracowałam tylko na pół etatu przez 8 miesięcy.
Na pewno też schudnę. Póki jest pogoda to chodzę. Pod górę pół godziny, w słońcu :D :D A w pracy w sumie ciągle na nogach, plus wędrówki, bo trzba odebrać dzieci lub gdzieś je zaprowadzić itd. Mam godzinną przerwę na lunch, ale przy tych upałach nawet nie chce mi się jeść ni konkretnego.
Głowa bolała mnie tylko w poniedziałek i w czwartek w nocy, więc niezły wynik. Bałam się, że natłok wrażeń, słońce i robota bardziej na mnie wpłynie w tej kwestii, ale jest okej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz