Wzloty i upadki. Znów mam lepszy okres z głową - w sensie, że mniej boli :) Więc wybraliśmy się do kina. Po raz pierwszy od co najmniej 1,5 roku. Kiedyś chodziliśmy na filmy dość często, to jedna z tych rzeczy, które były takie "nasze", coś, co lubiliśmy robić razem i raczej nie zapraszaliśmy nikogo, żeby do nas dołączył. Musieliśmy zawiesić działalność, bo ja bym w kinie nie wytrzymała z tym bólem, bo w jego trakcie pojawia się na silenie przy hałasie i skaczących obrazach.
Moje nowe leki są podobno skierowane do epileptyków i najwidoczniej coś robią z tym nerwem w głowie, że się uspokaja i byłam w stanie przesiedzieć ponad dwie godziny w kinie. Sukces! :)
I pomyśleć, że nie chciałam iść na Star Warsy, bo mnie to średnio interesuje. Film świetny i na dodatek wkręciłam się w serię i teraz nadrabiam stare odcinki (trzy pierwsze obejrzałam przed kinem).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz